MENU

Škoda Octavia Combi 2.0 TDI 184 KM 4×4 DSG...

Renault Talisman Grandtour Energy TCe 150 EDC Intens –...

8 marca 2019 Tekst, Testy Autor:

Subaru XV 1.6i Exclusive – czasy się zmieniają

Fenomen marki Subaru od zawsze był dość prosty. Nigdy nie były to auta dla każdego. Musiałeś naprawdę lubić jeździć, chcieć mieć napęd na cztery koła, charakterny silnik typu bokser i – przede wszystkim – ponadprzeciętne osiągi. Jasne, gamę zawsze otwierały słabsze wersje, jak choćby 100-konna Impreza, ale stanowiły one tylko uzupełnienie.

Jednak kilka miesięcy temu sporo się zmieniło. 240-konny Subaru Forester XT? Zapomnijcie, dostępna jest tylko wersja z wolnossącym 2.0. Nowa Impreza i XV? Auta, które zadebiutowały kilkanaście miesięcy temu właśnie straciły jednostkę 2.0i 156 KM. Od teraz jedyny motor to… 114-konne 1.6i. W naszym teście Subaru XV właśnie z tym silnikiem.

Sprawcą całego zamieszania jest obowiązująca od września 2018 r. norma emisji spalin Euro 6d-Temp. Mocniejsze jednostki Subaru zwyczajnie nie otrzymały homologacji i zostały wycofane ze sprzedaży. Do kiedy? Do odwołania. Dobra wiadomość jest taka, że kilka dni temu na targach w Genewie Subaru zaprezentowało rozwiązanie tego problemu – ma być nim nowy układ napędowy o nazwie e-Boxer, czyli konstrukcja scalająca silnik dwulitrowy z motorem elektrycznym. Co ciekawe, ten drugi będzie połączony… ze skrzynią biegów.

Ale wróćmy do tego, co mamy na tę chwilę. Rzut oka na dane techniczne powoduje uniesienie brwi – 13,9 sekundy w sprincie do setki? 175 km/h prędkości maksymalnej? Przekładnia CVT Lineartronic, brak manuala? Zaczyna się pesymistycznie…

I po wyruszeniu w trasę, pesymizm pozostaje. Dynamika jest zdecydowanie poniżej przeciętnej. XV-ką w tej wersji da się wyprzedzać, ale tylko wtedy, gdy dobrze wszystko zaplanujemy. Nie jest to do końca to, czego można by się spodziewać po marce z tak wielkim rodowodem w motorsporcie. Dane na papierze jednak nie kłamią; w dzisiejszych czasach takie osiągi i taka elastyczność to zdecydowanie za mało, gdy udamy się za miasto.

Plusem jest to, że silnik ma całkiem ciekawe brzmienie. Nie przeszkadza w tym nawet bezstopniowa skrzynia Lineartronic, którą od zawsze uważamy za jedną z lepszych tego typu konstrukcji. Co prawda pod pełnym obciążeniem dźwięk ciągle jest nienaturalny, ale wirtualne przełożenia ratują trochę sprawę. Natomiast przy spokojnej jeździe jednostka staje się praktycznie niesłyszalna. Doceniamy też płynność jazdy w mieście. Nie uświadczyliśmy żadnych wibracji, czy szarpania.

No właśnie – miasto jest jednym z dwóch miejsc, gdzie tak wyspecyfikowane XV czuje się jak ryba w wodzie. Nagle dynamika przestaje być problemem, a na myśl przychodzą zalety typowe dla małych crossoverów – zwiększony do 22 cm prześwit, który pozwala śmiało najeżdżać na krawężniki, świetna pozycja za kierownicą i widoczność, a także wygoda przy wsiadaniu i wysiadaniu. Może dla fanów motoryzacji i sympatyków dawnych Subaru nie są to kluczowe sprawy, ale… właśnie tym sprzedaje się dziś auta. Dochodzi do tego jędrne, a zarazem komfortowo zestrojone zawieszenie.

Konserwatyści zdecydowanie docenią to, co XV wyprawia w drugim z jego ulubionych miejsc – w terenach górskich. Test auta przypadł na okres zimowy, dzięki czemu mieliśmy okazję sprawdzić jego możliwości na mocno zaśnieżonych drogach w okolicach Szklarskiej Poręby. Wnioski są znakomite: magia Subaru i napędu na cztery koła wciąż działa. Auto nie miało najmniejszych problemów z przyczepnością, pokonywaniem wzniesień, czy ruszaniem z miejsca. Co prawda w przypadku skrzyni Lineartronic napęd S-AWD Subaru ma nieco inną zasadę działania, niż w autach z manualem (sprzęgło wielopłytkowe w miejsce centralnego mechanizmu różnicowego), co tłumaczyłem już przy okazji testu poprzedniej generacji modelu XV, ale efekty ciągle robią wrażenie. Warto zauważyć, że siła napędowa jest i tak zablokowana w proporcjach przód/tył 60/40, w przeciwieństwie choćby do rozwiązań typu Haldex, gdzie napęd jest dołączany wtedy, kiedy jest potrzebny.

Warto jeszcze wspomnieć o znanej z większego Forestera funkcji X-Mode. Kontroluje ona wszystkie elementy układu napędowego tak, aby auto poradziło sobie nawet w najtrudniejszych warunkach. W tym celu napęd rozdziela moment obrotowy nie tylko na przednią i tylną oś, ale także pomiędzy każde z kół. Ponadto reakcja na gaz robi się łagodniejsza, co pozwala kierowcy łatwiej dozować siłę napędową. Dzięki temu Subaru w zaśnieżonych warunkach oferuje znacznie więcej niż konkurencja – trudno zresztą o porównania, bo większość aut tej klasy najczęściej pozbawiona jest napędu na obie osie. Są oczywiście wyjątki, jak Dacia Duster, czy Suzuki Vitara, ale trend jest jasny – te auta mają jeździć głównie w mieście, a nie poza asfaltem.

A co się stanie, gdy zapoznamy nową XV-kę z kilkoma zakrętami? Same dobre rzeczy. Nie będą to może najbardziej emocjonujące doznania, ale poczucie przyczepności i bezpieczeństwa sięga bardzo daleko. Może wysokość auta nie pozwala na przechodzenie między łukami w super-sportowy sposób, bo zawieszenie trochę się ugina, ale układ kierowniczy i hamulce są bardzo dobre. Wiemy, co dzieje się z kołami, odczucia są bezpośrednie, a kontrola nad sytuacją – pełna. Kierownica przyjemnie leży też w dłoniach.

Ogólnie we wnętrzu Subaru XV można przyczepić się tylko do pojedynczych rzeczy. Niektóre materiały wykończeniowe mogłyby być wyższej jakości – trochę twardszych plastików niestety się znajdzie. Brakuje też nawiewów w drugim rzędzie. W porównaniu do poprzedniej generacji to bardziej ewolucja, niż jakiś większy przewrót, ale to nic złego. Przestrzeń w kabinie nie zaskakuje ani na plus, ani na minus. Szkoda, że bardziej nie zwiększono pojemności bagażnika – ma on teraz 385 litrów (tylko o 5 l więcej niż we wcześniejszym modelu), co jest wynikiem mocno przeciętnym.

Podoba nam się za to to, że auto ma nadal ładne, klasyczne zegary. Bardzo dobrze wyglądają też pomarańczowe przeszycia. Jakość tapicerki jest w porządku, a system multimedialny to kolejna wersja oprogramowania Starlink. To nadal raczej nieskomplikowane centrum dowodzenia, od teraz wyposażone też w funkcje Android Auto i Apple Car Play. Typowo dla marki, nad 8-calowym ekranem znajdziemy też drugi wyświetlacz, który podaje dodatkowe informacje i wykresy, choćby na temat zużycia paliwa.

Spalanie… to zazwyczaj kłopotliwy temat w autach Subaru. Wysokie nadwozie plus napęd na cztery koła i pomimo niezbyt dynamicznej „kosiarki” pod maską wyniki nie zachwycają. W mieście będzie to między 11, a nawet 13 litrami na 100 km, poza miastem da się zejść do około 8 litrów, a przy prędkości autostradowej wynik wyniesie około 10 litrów.

Została nam jeszcze stylistyka zewnętrzna. Ponownie możemy mówić raczej o ewolucji, choć gdy postawimy auto obok poprzedniej generacji, to różnice oczywiście znajdziemy. Inny jest kształt świateł, grilla, czy tylnego zderzaka. Auto jest też nieznacznie dłuższe i szersze od poprzednika, ale krótko mówiąc: to raczej kosmetyka. Co w sumie jest dziwne, gdyż aktualne XV powstało na podwoziu nowej generacji.

Za to wszystko trzeba zapłacić co najmniej 20 200 €. Możliwości konfiguracji są skromne. Jedna jednostka napędowa, jedna skrzynia biegów Lineartronic i trzy poziomy wyposażenia – Trend, Comfort (dopłata 1700 €) i Exclusive (plus 3600 €). W przeliczeniu po marcowym kursie daje to kolejno 87 129 zł, 94 461 zł i 102 657 zł. Tutaj ważna uwaga: auto już w standardzie ma pełen pakiet systemów bezpieczeństwa EyeSight – w tym m.in. aktywny tempomat, asystenta pasa ruchu, czy przedkolizyjne hamowanie awaryjne.

Najbardziej atrakcyjny wydaje się środkowy wariant Comfort. W najwyższej wersji znajdziemy dodatkowo fotochromatyczne lusterko wewnętrzne, nawigację, bezkluczykowy dostęp, automatyczne przełączanie świateł drogowych i system monitorujący ruch poprzeczny. Raczej trudno uzasadnić za to dopłatę przeszło 8000 zł.

Początkowo Subaru XV 1.6i wywołało we mnie i w redakcyjnych kolegach raczej negatywne uczucia. Taka dynamika i elastyczność w nowoczesnym i uniwersalnym aucie po prostu nie przystoi. Nie chodzi tu nawet o sportowy rodowód, a zwykłe bezpieczeństwo podczas wojaży za miasto. Jest jednak duże „ale” – jeśli w trasy jeździć nie będziemy, lub po prostu – przymkniemy na to oko – okaże się, że za niespełna 95 000 zł otrzymamy samochód z naprawdę sporymi możliwościami. Crossovera, który niczego nie udaje i ma niepowtarzalny charakter – znany tylko tym, którzy Subaru już kiedyś spróbowali.

Gdyby tylko miał więcej mocy… Na szczęście wiemy już, że gama zostanie wkrótce uzupełniona. A że będzie to wersja hybrydowa? Czasy się zmieniają. Gorzej, że za technologię przyjdzie zapewne słono dopłacić.


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeżeli chcesz posiedzieć na naszej stronie, niestety musisz zaakceptować nasze ciastka... Więcej info

Prawa EU wymagają od nas poproszenia żebyście akceptowali nasze ciastka... nie chcemy wam oddawać naszych ciastek, bo je bardzo lubimy. I są bardzo smaczne. Ale jak was nie poprosimy o ich akceptację, to jakiś student prawa znajdzie naszą stronę i potem nas wydoi na hajs za brak tej informacji...

Zamknij