Przyszło nam trochę na to czekać – Lamborghini powraca do świata podniesionych aut 24 lata po zakończeniu produkcji LM002. Oto model Urus, który wprowadza włoską markę w zupełnie nową erę.
Debiutujący pojazd nie mógł być bardziej inny od legendarnego „Rambo Lambo”. Toporna stylistyka? 290 litrowy bak? Masa na poziomie 2700 kg? Nic z tego, w końcu mamy zupełnie odmienne czasy. Było jasne, że jeśli Lamborghini ponownie stworzy taki samochód, to będzie on przede wszystkim emanował sportem. Niektórzy mówili, że doczekamy się po prostu podwyższonego superauta.
W tych przypuszczeniach nie było za grosz przesady. W parze z masą 2154 kg idzie 4-litrowy, podwójnie doładowany silnik V8. To jednostka znana ze sportowych modeli Audi, a także Bentleya. Moc: 650 koni, do tego 850 Nm momentu obrotowego. To pozwala wystrzelić nowe Lamborghini do 100 km/h w 3,59 sekundy i pojechać maksymalnie aż 305 km/h. Pozostałe liczby również robią wrażenie: 200 km/h w 12,8 sekundy, a dzięki ogromnym hamulcom ceramicznym – zatrzymanie ze 100 km/h zajmie tylko 33,7 m. O właściwości jezdne zadba oczywiście standardowy napęd na 4 koła i system skrętnej tylnej osi. Dopracowano też rozkład masy; silnik zamontowano bardzo nisko i zmieniono lokalizację turbosprężarek.
Urusa zbudowano na platformie MLB – tej samej, którą wykorzystuje Audi Q7, Porsche Cayenne i Bentley Bentayga. To duży samochód, ale co jasne, Lamborghini z tego towarzystwa może pochwalić się najbardziej sportową sylwetką: mierzy 5,11 m, ma ponad 2 m szerokości i… tylko 1,63 m wysokości. Jest zatem dłuższe od Audi i Porsche, a przy tym sporo niższe.
Wygląd nie zmienił się znacznie względem pokazanego w 2012 roku konceptu. Kształt jest ten sam, a dopracowano głównie detale. Spore wrażenie robi przedni zderzak z ogromnymi wlotami powietrza. Nie brakuje też charakterystycznych dla marki przednich i tylnych lamp, czterech końcówek układu wydechowego i bardzo dużej liczby przetłoczeń. Standardowo auto będzie wyposażone w 21-calowe felgi, a za dopłatą dostaniemy obręcze 22- lub 23-calowe. Co ciekawe, z jakiegoś powodu styliści nie zdecydowali się ukryć tylnych klamek w słupku C. Tak czy inaczej, z daleka widać, że to włoski projekt.
Trochę inaczej jest we wnętrzu. Motyw sześciokąta jest tu co prawda obecny, ale trudno nie zauważyć naleciałości z Audi czy Porsche. Kształt kierownicy, konsola środkowa, dotykowe ekrany – to wszystko przypomina inne SUVy z koncernu VAG. Do dyspozycji kierowcy zostaną oddane następujące tryby jazdy: Strada, Sport, Corsa, Sabbia (Piasek), Terra (Off-Road) i Neve (Śnieg). Na pokładzie zasiądzie maksymalnie 4 pasażerów, którzy zabiorą nawet do 600 litrów bagażu, bo tyle pomieści przestrzeń ładunkowa.
Wraz z ceną bazową na poziomie +/- 200 000 dolarów, w ciemno możemy zakładać, że nowy model będzie sprzedawać się jak świeże bułeczki. Lamborghini przewiduje produkcję 3500 aut rocznie. Pozostaje pytanie: czy sportowy SUV dobrze wpisze się w DNA marki? Cóż, my po cichu żałujemy, że zamiast Urusa nie doczekaliśmy się produkcyjnej wersji limuzyny Estoque.




















